Serwis www.piszewiersze.pl używa plików Cookies w celu ułatwienia korzystania z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Zablokowanie zapisywania plików cookies na urządzeniu końcowym lub ich usunięcie możliwe jest w po właściwym skonfigurowaniu ustawień przeglądarki internetowej. Niedokonanie zmian ustawień przeglądarki internetowej na ustawienia blokujące zapisywanie plików cookies jest jednoznaczne z wyrażeniem zgody na ich zapisywanie. Więcej informacji znajduje się w Regulaminie. Zamknij

Rejestracja konta

Login
E-mail
Hasło
Powtóz hasło

Ostatnio dodane wiersze

Diabeł i Janosi...2022-08-08 08:52
FRAJER2022-08-08 08:50
MARZYCIELE2022-08-08 08:49
ZNACHORKA2022-08-08 08:44
APKA2022-08-08 08:41
pożegnanie2022-08-08 05:32
Obecność2022-08-08 05:25
Dwie drogi2022-08-08 05:03
Odrodzenie2022-08-08 02:12
Wtedy się dowiesz2022-08-07 23:28
Czas nie dla nas2022-08-07 22:15
OKUP za WIELU2022-08-07 21:51
bez sensu2022-08-07 20:07
Piękna dama 82022-08-07 18:49
Ogniskowo2022-08-07 18:48

więcej

Ostatnio dodane opowiadania

Arystokracja jeszcze d...2022-08-07 20:34
Po między jednym, a dr...2022-07-27 12:27
Czarcie filmy. Wędrują...2022-06-30 07:46
Chodzenie bez majtek, ...2022-06-29 23:40
Jak wyjaśnić śmierć dz...2022-06-04 00:11

więcej

Najlepsze w tym miesiącu

Być sobą2022-08-01 11:15:56117
(...)2022-08-03 21:16:18100
Samotny kogut2022-08-02 13:32:0098
Głosy natury 2022-08-07 08:57:2380
Wspomnienie o k...2022-08-01 15:17:1480
Baba (czyli Sił...2022-08-02 08:55:4280
Nie otwieraj!2022-08-04 16:51:4380
Biały wiersz z ...2022-08-03 18:58:0570
Tajemnice samot...2022-08-05 17:32:1170
UZDRAWIAJĄCE OB...2022-08-02 20:11:1970

więcej

Odwiedziny

(Uwaga: przed przeczytaniem zalecam wpierw zapoznać się z moimi wcześniejszymi tekstami, mianowicie: ‘Szafran’, ‘Wir przemocy’, ‘Zaginiona dyskietka’ oraz ‘Zagłada Republiki Zemeńskiej’. W tej opowiastce bowiem występują tzw. spoilery dotyczące wspomnianych historii).

Michał zajmował się tym co każdy – oddychaniem, odżywianiem, ruchem… czasem zdarzało mu się też pomyśleć. Nie miał pieniędzy, ale stać go było na wiele. Przejawiał specyficzny optymizm: pocieszał się myślą, że będzie jeszcze gorzej. Założenie iż będzie gorzej niż jest teraz oznaczało bowiem, że teraz nie jest jeszcze aż tak źle.
Czy jeśli jedna osoba nie istnieje, i druga osoba też nie istnieje, to czy widzą siebie nawzajem? – zastanawiał się, odruchowo wyczyniając nad kartką piruety długopisem. Podrapał się nim po głowie, co przywołało wspomnienia z czasu, kiedy miał jeszcze włosy.
Rodzina jego odznaczała się pokaźną liczbą wybitnych naukowców. Tata z wujem próbowali w latach swojej młodości udowodnić, że ryby powodują u ludzi ziewanie. Badali więc je przez kilka godzin, i tak ich to znudziło, iż poczęli ziewać.
On też teraz ziewnął. Omiótł oczyma zdobiące wnętrze żylaki ścian, przebiegł wzrokiem po regale z książkami swojego autorstwa, by na koniec wylądować z powrotem na białej ryzie papieru.
Może by tak napisać o inwazji zombi? Inwazja zombi – myślał – martwi się żywią, a żywi się martwią. Temat oklepany jak plecy towarzysza partii. Jeżeli horror, to lovecraftowski – postanowił. Nabazgra się cośkolwiek, a potem samo się coś z tego rozwinie. Najlepszy ogrodnik potrafi zrobić użytek z chwastów.
Zaczął od dialogu. Przed jego zamyślonym obliczem stanął uporządkowany policjant potężnej postury, który jak był mały, to już był duży, a teraz dodatkowo lekko zatroskany widokiem roztrzęsionego mężczyzny w potarganym ubraniu.
- Co się stało? – zapytał stróż prawa.
- Zostałem napadnięty w jednej z uliczek! – wykrzyczał tamten.
- Co tam widziałeś?
- ZŁO! – tutaj mężczyzna począł machać rękami. – Coś dziwnego chciało mnie zabić!
- Możesz to opisać? – policjant wyjął notes, po czym zaczął kreślić kulfony.
- Wyglądało… groteskowo!
- Aha, jakieś znaki szczególne? – policmajster nie odrywał wzroku od notesu.
- To było... nie do opisania!
- Mhm. Coś jeszcze?
- Ta twarz… ciągle ją widzę…
- To dobrze, może uda nam się sporządzić rysopis.
- Wyglądała... OBELŻYWIE.
Nagle obaj faceci rozpłynęli się w powietrzu, a nieco zabazgrana kartka trafiła do kosza.
Wyszło zbyt komicznie – pomyślał autor. A może tak ma być? Głaszcząc swoją bródkę, zapisał na drugiej kartce słowa tytułu: ‘Poznaj moich rodziców ryboludzi’. Nagle przy biurku pojawiła się postać. Tym razem jednak Michał nie chciał jej sobie wyobrażać.
- Znikaj! – krzyknął, machając ręką, jak gdyby przeganiał natrętnego owada.
Po chwili przed oczami pojawił się dym. Postać obok wciąż stała, i najwyraźniej paliła fajkę. Pisarz odwrócił się, by zmierzyć ją wzrokiem.
- Co jest? – wyraził zaskoczenie.
- Nie wiem, środa? – odpowiedział mu palący fajkę mężczyzna w średnim wieku.
Michał rozpoznał go bez trudu – był to kapitan Henry Bolbao, bohater jego opowiastek kryminalnych.
- Dlaczego tu tak stoisz?
- To kwestia grawitacji – odparł.
- Bolbao, piszę teraz o czymś innym. Nie ma cię w tej nowelce.
- My w innej sprawie.
- ‘My’? – powtórzył Michał, jeszcze bardziej zaskoczony niż przedtem.
Za detektywem stały inne osoby. Znienacka jak jeden mąż wszyscy zaczęli trajkotać nie wiadomo o czym, choć z tonu pisarz wywnioskował, że czegoś się domagali.
- CISZA! Po kolei, nie wszyscy na raz! O co wam chodzi?
Naprzód wystąpiła kobieta ubrana w futro. Była to Paulina ‘Paula’ Szafran, aktorka.
- Po co mnie wymyśliłeś? – wypaliła oskarżająco.
- Byłaś mi potrzebna do opowiadania…
- Ach tak! Więc wykorzystujesz nas dla swojej próżnej chwały!
- Zaraz, że co? – Michał czuł coraz większe zakłopotanie całą tą dramą.
- Twoje opowiadanie o mnie przedstawia ludzi show-biznesu w stereotypowym świetle. Po co je napisałeś? Dla rozrywki, dla pochwalenia się kilkoma zabawnymi zdaniami? Czym ty się różnisz ode mnie? Czy nie szkoda czasu twojego na pisanie, a innych na czytanie tego barachła? Nie lepiej zrobić zamiast tego coś pożytecznego?
Autor milczał.
- No? Nic nie odpowiesz? Po coś o mnie napisał?
- W zasadzie… nie zastanawiałem się nad tym.
Wszystkie postacie i podmioty liryczne zgromiły autora spojrzeniami. Próbował przeto uciec z tej burzy, lecz drogę zasłonił mu kapitan.
- Nie skończyliśmy rozmawiać – rzekł Bolbao, po czym sugestywnym gestem pchnął swego twórcę z powrotem w bordową czeluść fotela. – Przysyła mnie moja żona. Chodzi o naszego syna, małego Johna. Cały czas myśli i mówi o śmierci: o zabójstwach, strzelaninach, wisielcach. Nie dałoby się… zmienić moich przygód na bardziej… familijne? Takie ciągłe obcowanie ze zgnilizną może nieść za sobą niebezpieczne skutki u czytelników. Dla odmiany rozwiązałbym zagadkę jakiejś kradzieży… Poza tym te opisy trupów…
- Chodzi o realizm.
- A po co realizm? Jaki jest w tym cel? Pewne rzeczy na świecie są obrzydliwe, ale nie trzeba ich opisywać, a zwłaszcza nie w sposób obrzydliwy. Ciągle pisząc o nich, rozprzestrzeniasz je w umysłach czytelników, czyli powiększasz ilość obrzydliwości.
Michał nie wiedział, co na to odpowiedzieć. W powstałą w ten sposób ciszę wtrąciła się nastolatka o kręconych blond włosach.
- Dlaczego zabiłam swojego ojca?
Pytanie Weroniki pogrążało pisarza. Próbował coś wydukać.
- Miałem na celu zwrócenie uwagi na pewien problem, na problem patologii, przemocy.
- To ludzie nie wiedzą, że przemoc istnieje?
- Wiedzą, ale… ekhm, opisanie emocji może skłonić odbiorców do przemyśleń, wzbudzić empatię, czytelnicy mogą wpaść na jakiś pomysł…
- Po co ludziom ta wiedza? Po co im wiedzieć, że istnieje patologia?
- Chodzi o to, że przemoc rodzi przemoc. Pamiętasz, że gdyby nie kaseta z horrorem, prawdopodobnie nie zabiłabyś ojca w ten sposób. To forma przestrogi.
Dziewczę spuściło głowę w zamyśleniu.
- Ale… jeżeli chodziło o potępienie nadmiernego ukazywania przemocy w filmach, dlaczego w swoim opowiadaniu opisałeś w barwny sposób akty przemocy?
- To hipokryta! – zawołał młody chłopak stojący z tyłu.
- Szymon? – autor wytężył wzrok.
- Tak, to ja. Nie widzę sensu swojego życia. Wymyśliłeś mnie po to, abym szukając dowodu na autentyczność wspomnienia z dzieciństwa, odkrył, że mój ojciec, który pracował jako ślusarz, dokonał napadu w tym samym budynku, w którym wówczas przebywałem, nieświadomy tegoż procederu. Jaki z tego morał, gdzie przesłanie? Zostawiłeś mnie z tą informacją, i co…?
Michał zaczął szukać wzrokiem telefonu. Czuł się osaczony, jak pozostawiony sam sobie właściciel fabryki otoczony przez wściekłych członków związku zawodowego.
- Ta opowieść była pretekstem do ukazania pewnych przemyśleń na temat wpływu wspomnień z dzieciństwa na dalsze życie – oznajmił, i zdawało mu się, że jakoś wybrnął.
- Przepraszam – dało się słyszeć z ust ubranego w garnitur jegomościa.
- Pan to…?
- Jestem prezydentem Republiki Zemeńskiej. Ja również nie do końca rozumiem, po co zostałem przez pana stworzony. Wymyślił pan mój kraj wyłącznie po to, aby go następnie zniszczyć. Czy mógłby mi pan wskazać w historii mojej ojczyzny choć jeden pozytywny aspekt, coś poza krytyką postaw społecznych i politycznych ideologii? Kim pan właściwie jest, że postanowił pan obsmarować niemalże wszystkie stronnictwa mojego państwa? Wybił pan tym długopisem – tu prezydent Zemenii wskazał przyrządzenie leżące na biurku – nasz naród, domagam się wyjaśnień. Czy ta historia zbliżyła kogoś do Boga? Czy sprawiła, że ktoś stał się lepszym człowiekiem? Czy przyczyniła się do czegokolwiek dobrego?
Pytania prezydenta pozostały bez odpowiedzi. Polityk kontynuował:
- W ogóle żeby od razu naród wybić? Naprawdę, proszę pana, są granice, których się nie przekracza.
Na przykład zemeńska – pomyślał autor.
- Co pan sugeruje?
- Dać dobre zakończenie. Wielu myśli, że uczestnictwo w bitwie to powód do dumy, niestety mało kto w ten sposób myśli o wygranych wojnach bez walki. Taki morał na przykład. Dać gotowe rozwiązanie problemu, a nie tylko groteskowe wyolbrzymienie go.
Ta? I co jeszcze, może mam ci narwać rzepy? – pomyślał autor.
Jakbyś mógł – pomyślał prezydent.
Po kolei wszyscy inni jęli zadawać niewygodne pytania, wnosić oskarżenia, prowadzić ze sobą żywe dyskusje. Paulina Szafran starała się dowieść prezydentowi, że to jej w pierwszej kolejności przysługuje nowe opowiadanie. Michał poczuł w końcu zawroty głowy, i opadł nieprzytomny na biurko. Nie był na tyle odżywiony, by wywołać tym wyraźny dźwięk, przez co nikt prócz istot niebieskich nie zwrócił na niego uwagi.

Obudził się godzinę później. Rozejrzał się dokoła. Był sam w pokoju. Odetchnął z ulgą. Wziął do ręki długopis. Obejrzał się do tyłu jeszcze parę razy dla pewności, i drżącą ręką przycisnął długopis do kartki. Czuł wielką odpowiedzialność.

Data dodania2022-05-07 10:25
KategoriaRóżne
AutorSprytus

O autorze Wszystkie opowiadania

Komentarze

(Komentarze mogą dodawać jedynie zalogowani użytkownicy)

Sprytne Bracie!
Rozliczyłeś się z opowiadaniami:)
Dzięki temu zadałeś kluczowe pytanie:
,,Co w tym dobrego?\"
...dalszym ciągiem zatem jest komentarz a odpowiedź zależy i jest wrażliwością!
jeżeli od patrzenia na cierpienie bolą oczy czy zostawiasz to z obojętnością czy to kwestia odwagi,
to kolejne pytania..
Data dodania: 2022-05-07 22:49
1 z 1
Portal z poezją Pisze wiersze